Krótka historia o wylewaniu…betonu.

Dnia pięknego jesiennego zabrałem się, za remont. Remont pokoju w bloku z wielkiej płyty. Było sporo tapet, które dokładnie i pieczołowicie zrywaliśmy. Dużo warstw. Prawie jak w cebuli 🙂 W końcu po dłuższym czasie tego zdzierania dotarłem do szarego porowatego betonu. Takie za czasów PRL-u. Jak go tylko zobaczyłem to wiedziałem, że:

a) już więcej tapet nie będzie na tej ścianie

b) chciałbym mieć coś jeszcze w mieszkaniu z tego materiału.

Zacząłem szperać na forach amerykańskich. Oglądałem filmy jak to wszystko wygląda.

Tak powstał pierwszy blat do kuchni. Niestety szybko okazało się, że przy wnoszeniu zrobiły się z niego dwa blaty 😛

To była pierwsza betonowa rzecz i pierwsza betonowa porażka. Było ich więcej. Ale dziś po prostu zdarzają się sporadycznie.

Tym sposobem, polubiliśmy się, ja i beton. To taka szorstka porowata męska przyjaźń. I tak jest do dzisiaj.

Poniżej kilka zdjęć z pierwszych realizacji 🙂

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *